Sprawy tatrzańskie nie były obce Karłowiczowi od samego początku, to jest od roku 1889, kiedy pierwszy raz gościł w Zakopanem. W 1907 roku na stałe osiadł w stolicy Tatr. Był aktywnym członkiem Towarzystwa Tatrzańskiego, Należał do grona dwudziestu jeden narciarzy, którzy w lutym 1907 roku założyli ZON TT (Zakopiański Oddział Narciarzy Towarzystwa Tatrzańskiego) – pierwszy klub narciarski w Zakopanem. Przede wszystkim jednak Karłowicz pokochał wspinaczkę górską, początkowo wędrował ze znanym przewodnikiem Klimkiem Bachledą, później już samotnie. Na swoim koncie miał wiele sukcesów taterniczych: I wejście na Wielką Kołową Turnię (granią od Modrej Turni, 1907, samotnie), I wejście na Ciężką Turnię granią północno-wschodnią z Dolinki Spadowej (1908), I zimowe wejście na Kościelec (1908),I zimowe wejście na Wołoszyn oraz Żółtą Turnię z przełęczy Krzyżne, wejście na Ostry Szczyt południową ścianą, drogą Häberleina (1908).

Dokonał także (wraz z Romanem Kordysem i Mariuszem Zaruskim) pierwszego przejścia na nartach z Hali Gąsienicowej przez Liliowe, Zawory i Koprową Przełęcz do Szczyrbskiego Jeziora (była to najprawdziwsza „wyrypa”, jak w owym czasie nazywano najpoważniejsze przejścia narciarskie).


To właśnie wspólnie z Zaruskim Karłowicz opracował plan powołania do życia stowarzyszenia, które zajmowałoby się ratownictwem górskim. Śmierć artysty przyspieszyła prace nad powstaniem organizacji, zarejestrowanej ostatecznie w 1909 roku pod nazwą „Tatrzańskie Ochotnicze Pogotowie Ratunkowe”.

Poza bezpośrednią działalnością taterniczą, Karłowicz również sporo pisał o górach, wiele z jego refleksji pozostaje zaskakująco aktualnych do dnia dzisiejszego. W jednym ze swoich artykułów („W jesiennym słońcu”) pisał:

Nie śpiąc przetrawiłem wrażenia dnia poprzedniego. Stanęły mi nagle żywo w pamięci rozprawy ostatniego Walnego Zgromadzenia Sekcji Turystycznej o dwóch kierunkach, jakie w turystyce tatrzańskiej się rozwinęły, a które pokrótce określić się dadzą, jako czysty estetyczny i gimnastyczno-współzawodniczy. I wydało mi się, że – tak jak to często bywa – prawda leży pośrodku i że jedynie rozumne złączenie tych kierunków dać może ideał turysty. Idealnym typem turysty byłby dla mnie ten, co by wyruszając w góry z jasno określonym pragnieniem szukania wrażeń w pierwszym rzędzie estetycznych posiadał jednocześnie tyle silnej woli, odwagi i wyrobienia, ażeby wszelkie trudności stały się dlań tylko urozmaiceniem wyprawy. Ideałów chodzi jednak po świecie niewiele. Wiem tedy doskonale, że spotka się w Tatrach jeszcze nieraz wygodnie estetyzujący filister z zakutym sportsmenem, co jak ślepy przebiegnie cały łańcuch Tatr, by wytrzeć jakiś okrzyczany za trudny komin; i na jednego, i na drugiego spoglądać będą olbrzymy tatrzańskie ze spokojem i z pobłażaniem istot wiekuiście trwałych.

parzenica1